Listy

Nienałtowskich


List Iwony Nienałtowskiej z Warszawy

Moja rodzina z rodu Niśkoiców

W Nienałtach i Zarębach Kościelnych istnieją trzy rody Nienałtowskich o przydomkach, których pochodzenie zostało zapomniane: Niśkoice (fonet., ponieważ nie jest znana prawidłowa pisownia), Papierki i Cytrusy (ten ostatni przydomek jest chyba dość "świeży", bo skąd w XIX w. lub wcześniej cytrusy na wsi? Aczkolwiek w pamięci zarębian istnieje. Mój mąż i jego bratowa Anna słyszeli natomiast o przydomku Byki, nie Cytrusy).

Pradziadek mojego męża, Franciszek (z rodu Niśkoiców) wyemigrował do Ameryki. Później dołączyła do niego żona,
prawdopodobnie Marianna. Franciszek miał w Polsce liczne rodzeństwo: siostry Weronikę, Magdalenę, Zofię; brata Wojciecha (prawdopodobnie miał więcej braci).
Franciszek z żoną mieli syna Józefa i córkę Zofię, która też później do nich dołączyła. Imiona pozostałych dzieci na razie nie są nam znane.
Syna, Józefa (ur. w Nienałtach-Brewkach), rodzice zostawili na wychowanie rodzinie Sadowskich w Nienałtach-Szymanach.
Józef ożenił się z Heleną, z którą miał sześcioro dzieci:

Marian (śp.), ożenił się z Jadwigą. Zamieszkali w Zarębach Kościelnych. Doczekali się czworga dzieci:
Józefa (imię po dziadku), Jacka, Anny i Tomasza:



Kiedy w internecie znalazłam wspaniałą stronę autorstwa pana Marka Nienałtowskiego, natychmiast powiadomiłam o tym bratową męża, Annę z Tych. Nie wiedziałam, że odniesie to piorunujący wręcz skutek. Ponieważ Ania od dawna pasjonuje się historią, natychmiast przejęła w swoje ręce sprawę odtworzenia gałęzi drzewa genealogicznego, z której wywodzą się dziadkowie naszych mężów. Są już rezultaty! Powodzenia, Aniu!

Iwona Nienałtowska - Warszawa

 

List Marka Nienałtowskiego z Australii

Pozdrowienia z Australii ...

Dziekuję za umieszczenie nowego Nienałtowskiego na liscie. Być może przeczyta coś o sobie i się odezwie (jeżeli ma internet). Ja postaram się wysłać jemu kartkę, że istniejemy i mamy swoją stronę rodową.

Czy otrzymał pan adres strony internetowej ze zdjęciami pożarów lasów ? Tu w dalszym ciagu się pali i wszyscy czekamy deszczu, który nie przychodzi. Wciąż jest sucho i gorąco. Ostatnio wypożyczono z USA trzy ogromne helikoptery do gaszenia pożarów lasów i to pomaga . One maja zbiorniki wodne mogące pomieścić 9000 litrów wody,a napełniają je tylko w 45 sekund. Są bardzo kosztowne. Zużywają ponad 2000 litrów paliwa na godzinę . Jeden taki helikopter kosztuje okolo $30 milionów. Bardzo dużo nam pomogli w Australii i uratowali naprawdę wiele domow.

Prosił pan ażebym napisał coś o sobie. Otóż przyjechalem tu w roku 1991. Przyjechalem tu drogą"legalną" czyli na poszukiwanie zawodu. Kiedyś było o wiele łatwiej próbować swojego szczęścia. Wysłałem swoje dokumenty do ambasady i w bardzo krótkim czasie otrzymałem wiadomość pozytywną. Zdawałem sobie sprawę, że jadę w nieznane, ale nie wiedziałem, że poważnym problemem będzie bariera językowa. Wyjeżdzając z Polski nie znałem kompletnie angielskiego. Musiałem więc zacząć od nauki języka, który nie przychodzi łatwo, jeżeli się go uczy pod wlasną presją, czyli czym szybciej tym lepiej dla mnie. Na szczęście wszystkie większe problemy mam już poza soba. Po części czuję się, jak bym tu mieszkał od bardzo dawna, chociaż nigdy nie zapomnę o swoim kraju, do którego często wracam wspomnieniami.

Australia jest przyjemnym krajem. Ludzie są przyjaźni i chętni do pomocy innym. Rząd dba o swoich obywateli i stara się życie ludziom ułatwiać, a nie utrudniać. Widać to wszędzie. Na ulicach, w sklepach, w urzędach. Dbają także o młodą generację. Dla przykladu - kiedy pewnego razu, w jednym ze szkolnych autobusów dziecko zostało przyciśnięte drzwiami, w następnym miesiącu wszystkie autobusy szkolne zostały wyposażone w dodatkową blokadę drzwi, kamery po obu stronach i dodatkową sygnalizację z tyłu autobusu. Takich przypadków jest wiele. Spotkać się można z tym na każdym kroku.

Przeciętny australijczyk żyje tu, jak każdy normalny człowiek na świecie. Pracuje, ma rodzinę, wychowuje dzieci. Ostatnio z pracą jest tu różnie. Raz lepiej raz gorzej. Bardzo dużo jest pracy dorywczej, ale z dobrą pracą na stałe nie jest tak łatwo. Lokalny rynek zasypywany jest towarami z Azji, gdzie praca jest tania. Tak więc eksportować łatwiej niż produkować własne.

Nie wiem, co jeszcze mogę napisać o sobie, czy o życiu w tym kraju. Jeżeli bym był w czymś przydatny, to chętnie odpowiem.

Pozdrawiam i do uslyszenia.

Marek Nienałtowski - marekj23@yahoo.com

List Beaty Kwiatkowskiej z Głogowa

Moja rodzina - jak trafiliśmy do Głogowa

W swoich poszukiwaniach przeszłości doszłam do pradziadka - Piotra Nienałtowskiego. Mieszkał we wsi Pętkowo Wielkie, gmina Małkinia parafia Zuzela. Jego pierwszą żoną była Apolonia z domu Garczyńska, która zmarła krótko po porodzie mojego dziadka Franciszka (1903 r.). Pradziad Piotr ponoć jeszcze trzy razy stawał na ślubnym kobiercu.
Franciszek po odbyciu służby wojskowej (Ostrów Mazowiecka, a potem w Straży Granicznej w Stołpcach), wracając do cywila osiadł w Warszawie i ożenił się z Magdaleną Łukaszak.

W 1924 urodził się mój ojciec Bronisław. W 1927 r. w poszukiwaniu pracy los rzucił ich do Malkowicz (na Polesiu niedaleko Pińska, obecnie Białoruś). Tam w 1928 r. urodziła im się córka Irena (zmarła pięć lat temu), a w 1931 - Jadwiga (mieszka w Opolu i ma się dobrze).
W 1943 r. Bronisława zabrali na roboty do Niemiec, gdzie przebywał do 9.05.45. Po wojnie, jako repatrianci opuścili Malkowicze i udali się do Międzyrzecza Wielkopolskiego.
Bronisław podczas nauki w Technikum Samochodowym w Szczecinie poznał Halinę Bartnicką z Łomżyńskiego. W 1960 roku rozpoczął pracę w PKS Zielona Góra, później Głogów i w 1989 przeszedł na emeryturę.

Mają czwórkę dzieci. Syn Krzysztof i najstarsza z rodzeństwa Jolanta - mieszkają obecnie w okolicach Rzymu (już zaglądali na naszą stronę), młodsza z sióstr - Anna - mieszka w Berlinie, a ja, najmłodsza w Głogowie.

Beata Kwiatkowska z Głogowa

 

Listy Rafała Nienałtowskiego

Moje poszukiwania w pułtuskim archiwum

W Pułtusku są zgromadzone akta metrykalne z interesującego Nienałtowskich terenu - powiatu ostrowskiego z lat 1808 - 1870. Archiwum mieści się w dawnym kościele przy ulicy Zaułek. Nietrudno tam trafić, tubylcy wiedzą gdzie się ono znajduje, potrafią je wskazać. Księgi były prowadzone przeważnie w języku polskim. Trafiają się też po rosyjsku. Mało wprawnym lub odwykłym od tego języka może to sprawić przejściowe kłopoty - do przezwyciężenia. Każda księga to kolejny rok. Wypożycza się je na coś w rodzaju rewersu. Bardzo miła obsługa przynosi cierpliwie kolejno wybrane roczniki. Przeglądanie jest bezpłatne. Możliwe jest zlecenie wykonania kserokopii aktów, po 15 zł/sztuka. Stempli na kserokopiach uzyskać nie można. W księgach młodszych, od 1840 począwszy, zamieszczony jest skorowidz nazwisk. To ułatwia poszukiwania. Te starsze niestety tego ułatwienia nie mają. Ale żmudna, przemyślana praca daje rezultaty.

Moje poszukiwania obejmowały parafie/gminy Czyżew, Boguty, Zaręby Kościelne, Andrzejewo. Ponieważ moja rodzina pochodzi z Gołębi więc trzon moich poszukiwań szybko ograniczył się do parafii andrzejewskiej. Znalazłem dużo informacji potwierdzających ustne przekazy. Niespodziewanie trafiłem na coś znacznie więcej niż oczekiwałem. Dotarłem do roku 1793 znajdując akta mojego pra-pra-pradziadka. Część osób spisanych z przeglądanych ksiąg jest moją rodziną (żona wspomnianego, ich rodzina, dzieci). Istnieje też pewne szansa na to, że niektóre z pozostałych są potencjalnymi krewnymi. Inne osoby są mi obce. Niektóre intrygujące łamigłówek mogą znaleźć rozwiązanie. Spodziewam się znaleźć pewne ich wyjaśnienia w oparciu o złożone w Pułtusku księgi, a jeszcze nie przejrzane. Pozostało mi bowiem do przeszukania około 30 roczników z lat 1808 -1836.
Rezultaty mojej dotychczasowej pracy ująłem w tabeli w Excelu. Przedstawia ona wypisy z metryk urodzenia, aktów ślubu oraz zgonów. Można ją zamieścić na stronach Nienałtowskich. Może inni zainteresowani znajdą coś dla siebie.

Badacze genealogii mogą znaleźć dużo ciekawych materiałów w istniejących w Pułtusku księgach metrykalnych. Niestety ograniczona ilość czasu (spędziłem tam tylko 2 dni), jak również godziny otwarcia archiwum (od 8 do 14) połączone z dojazdem około 140 km tam i z powrotem wydłużają w czasie proces poszukiwań. To co zaobserwowałem dotyczy głównie Gołębi. W latach 40-ych XIX wieku występują dwie takie nazwy. Pierwsza to Gołębie wieś, druga to Gołębie Leśniewo. Ta druga wydaje się być posiadłością szlachecką. Mógł być tam dwór. Były one z pewnością zamieszkiwane przez Nienałtowskich szlachetnie urodzonych albo dziedziczących szlachecką część wsi. Jestem w stanie odnależć akty USC o tym mówiące. Zeskanuję je i prześlę wraz ze zdjęciem tablicy miejscowości do dziś istniejącej - innym razem. Z informacji na stronach internetowych nienałtowskich wynika, że Gołębie były zasiedlone przez Nienałtowskich pochodzących z Nienałt. Historia Gołębi jest więc bliższa. Uwzględniwszy fakt braku wielu dawniejszych ksiąg zniszczonych w trakcie burzliwych dziejów Polski oraz posiadania przeze mnie już jakiejś wiedzy na ten temat jest szansa do doszukanie się lub wydedukownie brakujących elementów układanki historyczno-genealogicznej.

Pozdrawiam
Rafał Nienałtowski


Nowy list Rafała

Tytułem wstępu

Pan Rafał Nienałtowski jako jeden z nielicznych stara się zgłębić historię swojej odnogi rodu Nienałtowskich. Przy okazji weryfikuje przypuszczenia i uaktualnia dane zawarte na naszej stronie oraz w zachowanych dokumentach. Tym samym wykonuje pracę, która zwiększy zakres informacji o historii naszego rodu.

Dla osób nie znających informacji z naszej strony - informuję, że Pan Rafał nawiązuje w swoim liście do informacji zawartej w rozdziale Wywód szlachectwa, w którym podane są dane o osobach, które wywiodły się ze szlachectwa - czyli potwierdziły szlachectwo przed Heroldią Królewstwa Polskiego w latach 1840-1863. Podawane niżej daty z tego okresu dotyczą roku wywodu szlachectwa. Ponadto polemizuje z przypuszczeniem (rozdział Ciekawa książka), że do wywodu szlachectwa przed Heroldią Królewstwa Polskiego przystępowali głównie Nienałtowscy mieszkający w Warszawie. To przypuszczenie Pan Rafał obala podając przykład swoich przodków, którzy stanęli do wywodu szlachectwa mieszkając w Gołębiach. Jest to cenna informacja.

W Pułtusku odnalazłem nowe informacje. Obecnie jestem przekonany, że moja rodzina wywodzi się od Wojciecha z Nienałt Brewek, który poszerzył swoje włości o Gołębie w 1712 r. Wywodzący się z niego Piotr (ożeniony z Anastazją Zaorską, z nich synowie Fabian i Wincenty), Andrzej (z synami Janem i Pawłem) oraz Jan (z synami Kacprem i Józefem) to rodzeni bracia. Ów Andrzej Nienałtowski jest moim przodkiem w prostej linii. Urodził się około 1760 r. Był synem Tomasza i Maryanny. Rodzina moja mieszkała w Gołębiach przez jakieś 144 lata, po czym przeniosła się na krótko do innej wsi (Stokowo Bućki), a stąd do Białych Misztali. Dalszą historię wędrówki rodziny znam już z opowiadań żyjących jeszcze seniorów rodziny.

Droga do Gołębi

Przy obecnym stanie mojej wiedzy, pomocne stają się informacje zamieszczone na www.nienaltowski.net. Dzięki niej mogę stawiać hipotezy o kolejnych przodkach Wojciecha z Nienałt Brewek i cofnąć się wstecz, pod prąd historii o kolejnych kilkadziesiąt lat. Takie szczątkowe dane sprzyjają i bardzo ułatwiają poszukiwania. Tu należą się ukłony dla osób współpracujących przy tworzeniu tej strony i dostarczającej bezinteresownie informacji z archiwów.

W archiwach pułtuskich odnalazłem wiele metryk potwierdzających zapisy w aktach Heroldii Królewstwa Polskiego (w tym także dane przytoczone na naszej stronie), ale także stwierdziłem pewne przekłamania. Wśród potomków Wojciecha z Gołębi występują wymienieni na stronie:

Znalazłem też przypadkiem (z akt innej wsi niż Gołębie) zapis o Michale Nienałtowskim, synu Leona i Tekli z Czartoryjskich, który mógł być bratem wymienionych na stronach Nienałtowskich Konstantego Michała i Aleksandra Jana (synowie Leona i Tekli z Czartoryjskich), prawnukach Wojciecha (dziedzica wsi Nienałty Brewki). Jest tu drobny "kruczek". Wojciechów z Nienałt Brewek było dwóch. W tym przypadku raczej nie chodzi o tego "mojego" Wojciecha z Nienałt Brewek, który poszerzył swoje włości o Gołębie i Świeże, tylko o tego drugiego Wojciecha, dziedzica w Nienałtach Brewkach ożenionego z Ewą Czarzasty. Niektóre źródła mylą ich obu i wprowadzają w błąd.

O pozostałych tj.

nic nie znalazłem. To oczywiste, gdyż oni pochodzili z innych wsi niż Gołębie, które nie są tematem moich poszukiwań.

Aktualnie czytam książkę pani Dajnowicz. Polemizowałbym, z przypuszczeniami zawartymi na naszej stronie w rozdziale "Ciekawa Książka", co do wyżej wspomnianego Andrzeja. Ów Andrzej mieszkał w Gołębiach i tu, w swoim domu zmarł. Nie przenosił się do miasta, jak to przypuszcza się w ww. rozdziale - by tam wywieść swoje szlachectwo. On, jego bracia Jan i Piotr, wszyscy szlachetnie urodzeni, mieszkali w tej samej wsi, wiadomo nawet, w których domach. Tam też zmarli. Twierdziłbym, że cała ta rodzina należała do średniozamożnej szlachty. Zarówno wszyscy trzej bracia stanęli do wywodu szlachectwa (trzech takowych z tej wsi wymieniani są w protokołach Heroldii Królewstwa Polskiego) jak i ich synowie np. Fabian, Jan, Paweł, Kacper i Józef. Trzej bracia dziedziczyli dobra po ojcu, Tomaszu, a on najprawdopodobniej bezpośrednio po swoim ojcu Wojciechu, który nabył całą wieś Gołębie Leśniewo w 1712 r.

W dwadzieścia lat później właścicielem połowy wsi (mógł odkupić, dostać w spadku albo wszedł w posiadanie w drodze ożenku – takowe pomiędzy Nienałtowskimi i Przeździeckimi odnotowałem) stał się nijaki wielmożny Wincenty Przeździecki. Wracając do trzech braci, jeżeli zważymy, że potrafili pisać oznacza to, że cała rodzina należała do wykształconych ludzi. Na podstawie znanych mi już z opowiadań faktów przypuszczam, że rodzina dbała o to, aby ziemia nie ulegała zbyt dużemu rozdrobnieniu.

Jeden z wnuków Andrzeja, nijaki Piotr poszedł z domu w świat, a na gospodarstwie, tak jak to było w zwyczaju, został jego starszy brat - Tomasz. Niewątpliwie do opuszczenia rodzinnej wsi przyczynić mógł się fakt, że ojca brat rodzony i cioteczny mieli kilku synów. Piotrowi robiło się ciasno w rodzinnej wsi. Dorobiwszy się na handlu, ożenił się z inną bogatą córką ze szlacheckiego domu pochodzącą, Franciszką Stokowską, herbu Jelita. Zatem poszedł gospodarzyć do wsi żony na ziemi, którą żona wniosła w posagu. Po paru latach gospodarzenia Piotr kupił ziemię w innej wsi, Białe Misztale i tam przeniósł się wraz z rodziną.

Pozostała po nim pamiątka w postaci przydrożnego krzyża żelaznego, który postawił niedaleko domu w 1886 r. Istnieje on do dnia dzisiejszego.Ten krzyż zaznaczony jest na mapie: Mapa topograficzna Polski. Wysoczyzna Mazowiecka, Zambrów 1:100 000 Wyd. Warszawa 1997 Oddział Topograficzny WP

Żeliwny krzyż przydrożny z 1886 r we wsi Białe Misztale, który stawiał mój pra-pradziad Piotr Nienałtowski tam zamieszkały. Na zbliżeniu data wystawienia krzyża. Krzyż odnowiono 2-3 lata temu. Jedynym fragmentem zachowanym z konstrukcji oryginalnej wydaje się być data jej wystawienia.

Zamierzam kontynuować dalej poszukiwania. W pracowni Instytutu Historycznego w atlasie kartkowym średniowiecznego Mazowsza o Gołębiach Leśniewie nie znalazłem nic szczególnie ciekawego, co mogłoby dotyczyć Nienałtowskich. W archiwum diecezjalnym w Łomży mają jedynie archiwa od 1946 r. Aktualnie przymierzam się do zbadania archiwów kościelnych w Andrzejewie (zakres lat 1700-1760). Później czeka mnie wizyta w parafii w Zarębach, o ile poszukiwane przeze mnie akta z lat do 1700 roku istnieją i są udostępniane.

Pozdrawiam
Rafał Nienałtowski z Warszawy

Kolejny list Rafała

Wprowadzenie od autora strony: Pan Rafał wywodzi się od Wojciecha Nienałtowskiego z Nienałt-Brewek, który w 1711 lub 1712 r. nabył od Giewartowskiego dobra Gołembie i Świerże. Pan Rafał jest już zaawansowany w rozpracowaniu swojego drzewa rodowego. Szkoda, że inni Nienałtowscy z Warszawy (dostęp do akt!) nie podążąją Jego śladem.

Na "Naszych stronach" (www.nienaltowski.net), w części opisującej zajmowane przez naszych przodków stanowiska, z osobą Tomasza Nienałtowskiego, burgrabiego kamienieckiego związana była pewna wątpliwość. Dotyczyła ona nazwy miasta, w którym sprawował on swój urząd.
Ta niepewność stała się dla mnie bardzo intrygująca w momencie, gdy odnalazłem metryki urodzenia jego dzieci. W aktach tych znalazłem potwierdzenie, że Tomasz był burgrabią i to nie tylko kamienieckim. Trudno jednak na ich podstawie precyzyjnie wskazać miejscowość, o którą chodzi. Ta sprawa długo pozostawała niewyjaśniona.

Rozwiązanie tej zagadki nie było łatwe. Księgi metrykalne parafii andrzejewskiej, z połowy wieku XVIII a nawet starsze, szczęśliwie zachowały się. Jednakże stan ich zachowania pozostawia wiele do życzenia: zniszczone, naddarte, postrzępione i pożółkłe kartki, zalane wodą, wyblakły tekst, opatrzony łacińskimi skrótami, charakter pisma trudny do odczytania [1], [2]. O ile język dla poszukiwacza-amatora jest do przebrnięcia, o tyle pozostałe wydawałyby się być przeszkodami nie do przebycia. Z pomocą przychodzi metoda analizy porównawczej. Takową można przeprowadzić w oparciu o inne zbiory archiwalne. A takowe owszem są. Archiwum AGAD w Warszawie jest w posiadaniu Archiwum Skarbu Koronnego. To bardzo cenne zbiory i ciekawa lektura. W ich zapisach z połowy wieku XVII (ASK cz. I, sygn.66) odnalazłem pewne wskazówki pozwalające rozszyfrować wątpliwe, nieczytelne zapisy z metryk andrzejewskich czy wręcz uzupełnić brakujące w nich fragmenty. Z upływem godzin, dni i tygodni spędzonych na wertowaniu ksiąg z lupą w ręku oraz mikrofilmów w pracowniach naukowych, z biegiem czasu spędzonego na żmudnym wyszukiwaniu i odczytywaniu zapisów w dokumentach sprzed kilkuset lat korzystając z dobrodziejstw nowoczesnej techniki, nabieram pewności, że Tomasz Nienałtowski był burgrabią kamienieckim (powiat kamieniecki), a także ostrowskim (powiat ostrowski). Studiując literaturę (m.in. Przewodnik po Mazowszu Północnym, wyd. sport i turystyka, Warszawa 1998) i mapy (m.in. www.mapapolski.pl) rozstrzygnąłem jak to jest z tym Kamieńcem. Otóż wieś położona w dolinie Bugu, w pobliżu ujścia rzeki Liwiec, obecnie Kamieńczyk, w XV wieku miała prawa miejskie (wcześniej niż bardziej sąsiadujące z nim obecne miasto Wyszków) i do XVII wieku nosiła nazwę Kamieniec. W 1869 roku (inne źródła podają datę 1870) prawa miejskie mu odebrano -pewnie na skutek represji po powstaniu styczniowym. Do dziś spotyka się pozostałości tej dawnej nazwy w innych określeniach geograficznych np. Puszcza Kamieniecka.
Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że w tej gmatwaninie informacji przy dochodzeniu, czasem odgadywaniu, prawdy historycznej efektywne stają się również zwykłe skojarzenia. Któż by bowiem przypuszczał jak istotną rolę w poszukiwaniu miasta Kamieniec może odegrać nijaki młynarz znad Liwca. Trochę karkołomne zdawałoby się być takie rozumowanie. Nawet jeśli za takie je uznać, było ono skuteczne przynosząc oczekiwane rezultaty. To jak to możliwe - jest historią na inne opowiadanie.

W załączeniu mapa Mazowsza z 1721 r. wraz z opisem, czyli z okresu, w którym którym Tomasz był Burgrabią kamienieckim.

Ukłony dla czytelników i badaczy historii
Rafał N.

Pan Rafał uzupełnił drzewo genealogiczne swoich przodków

Od autora strony - obok wsi Białe Misztale znajduje się wieś Białe - Szczepanowice. Znana jest ona ze strony internetowej http://spbs.w.interia.pl i szkolnej gazetki. W szkole także uczyły się dzieci Nienałtowskich. Czy są to potomkowie (krewni) osób wymienionych powyżej?

List Bogdana Nienałtowskiego z Gdańska

Moje reminiscencje z podróży do miejsc rodzinnych

30 października wybrałem się z Gdańska do Zuzeli, Czyżewa i Bogut (ziemia nurska), gdzie znajdują się groby moich rodziców i dziadków. Z wyjazdu do miejsc rodzinnych nasunęło mi się kilka myśli oraz garść wspomnień o moim ojcu Edwardzie. Z drobnych wspomnień poszczególnych osób i rodzin tworzy się historia narodu, i państwa.

Historia naszego rodowodu jest dla mnie niezwykle fascynująca - wydawało mi się dotąd, że moje korzenie są niejako rdzennie polskie, ale też dotychczas i moja świadomość nie wybiegała głębiej, niż do poziomu pradziadka i to dość szczątkowo. Zasadniczo jedynie, jako określenie - obywatel ziemski z Gołębi.
Te z Prus, korzenie naszych pradziadów zdają się być (przynajmniej w moim przypadku) tym duchem, który przyprowadził mnie z Szulborza nad morze.

Z Gołębi oczywiście też wywodził się mój dziadek Aleksander - ożeniony w Szulborzu Wielkim z Honoratą Skłodowską (mieli 9 dzieci: 3 chłopaków i 6 dziewczyn). Mój ojciec Edward uczył się razem ze Stefankiem Wyszyńskim (późniejszym kardynałem i prymasem) w szkole parafialnej w Zuzeli (dawniej była to nasza parafia). Jako kilkunastoletni chłopak, wzięty przez Niemców podczas I-szej wojny, jeździł furmanką w ich transporatach wojskowych. W 1918 r. z kolei, jako PeOWiak rozbrajał Niemców stacjonujących na kolei w Szulborzu oraz w kilku jeszcze pobliskich miejscowościach. W 1920 r, razem ze swoim szwagrem Władysławem Jankowskim tłukli bolszewików (Władysław stracił wtedy obie nogi). Potem, podczas pertraktacji i podpisywania pokoju w Rydze, jako sygnalista tworzył ogniwo w łańcuchu żywego telegrafu (przesiadując kilka tygodni na wysokim drzewie w kompanii ptasich gniazd). Telegraf ten łączył delegację pertraktujących emisarjuszy w Rydze z rządem w W-wie. W 1939 r. zaliczył jeszcze epizod w kampanii wrześniowej - razem z innym szwagrem Mieczysławem Kleszczem. Jestem bardzo dumny z mojego taty i wdzięczny za wartości, jakie mi przekazał.

Dołączam kilka zdjęć, które zrobiłem 1 listopada tego roku (kolejno kliknąć): groby moich rodziców i dziadków na cmentarzu w Zuzeli, pomnik Prymasa Wyszyńskiego z dzwonnicą 3 dzwonów (noszą one imiona: Jan Paweł II, kardynał Stefan Wyszyński i ks. Jerzy Popiełuszko), tablica powitalna przy wjeździe do Zuzeli, zuzelska szkoła parafialna z czasów carskich (obecnie muzeum), kościół w Zuzeli, replika groty Matki Bożej z Lourdes.
   

Z serdecznym pozdrowieniem - Bogdan N.

List Krystyny Tymińskiej z Legionowa

Szanowny Panie,
Od dawna odwiedzam stronę Nienałtowskich. Te odwiedziny stały się dla mnie zachętą do poszukiwań własnych korzeni. Moja prababcia - Antonina Nienałtowska - pochodzila z Nienałt. Prawdopodobnie urodziła się w 1876 r. Wyszła za mąż za Boleslawa Ryszewskiego i zamieszkała w Ołdakach Magna Brok, parafia Czyżew. Prababcia zmarła 23 września 1918 roku w Ołdakach i pochowana została na cmentarzu parafialnym w Czyżewie.

Moja babcia Stanisława Ryszewska (wyszła za mąż za Franciszka Godlewskiego z Godlewa Gorzejewa, par. Andrzejewo) - dziadkowie mieszkali w Ołdakach. Byla najstarsza córką Antoniny. Oprócz babci byli jeszcze: Marianna, Stefania, Józef, Janina (zżyje Janina).

Babcia miala dzieci: Heleneę, Jana i Jadwigę (moja mama), która wyszła za Czeslawa Tyminskiego ze wsi Żelazy Brokowo (także parafia Czyżew).

Wiem, że prababcia miała dwie siostry i brata, ale nie zmam ich imion i losów. Prawdopodobnie jedna siostra wyszła za mąż za Zakrzewskiego (do Nienałt), druga za Rostkowskiego (Kępiste), a brat pozostal w Nienałtach. Podczas poszukiwan dowiedzialam się, że rodzina mojego ojca była spokrewniona z Kruszewskimi (ze wsi Olłdaki Magna Brok), a żonami jednego z Kruszewskich były cioteczne siostry mojej prababci (prawdopodobnie ze Swierży). Żaluje, że wcześniej nie wykorzystalam wiedzy o więzach rodzinnych, jakie posiadali moi dziadkowie.

Teraz próbuję szukać informacji o rodzinie ojca i mamy. Na razie mam zaledwie hasła wywoławcze, ale mam nadzieję, że uda mi się dowiedzieć wiecej o moich przodkach.

Gratuluję Panu wyników poszukiwań i szaty graficznej strony.
Pozdrawiam serdecznie i przesyłam najlepsze życzenia na Nowy Rok.

Krystyna Tymińska
Legionowo
Tel.784 40 89

 

do głównej strony